Są wakacje, które mijają tak samo jak wszystkie poprzednie. Pachną kremem z filtrem, rozgrzanym piaskiem i arbuzem jedzonym na tarasie. Po kilku tygodniach zostają po nich zdjęcia w telefonie, garść muszelek w kieszeni plecaka i piasek, który jeszcze przez wiele dni odnajdujemy w samochodzie. Są jednak też takie wakacje, po których wracamy do domu z nieuchwytnym poczuciem, że wydarzyło się coś więcej. Nic spektakularnego. Żadnego wielkiego przełomu. A jednak dziecko, które wyjechało z nami w czerwcu, nie jest już dokładnie tym samym dzieckiem, które wraca pod koniec sierpnia.
Najczęściej kupowane i najwyżej oceniane produkty w jednym miejscu.